Pages

Lalki i ich zabawki

Hej! :)
Wczoraj wybrałam się do Centrum Handlowego w poszukiwaniu plecaka. Odkryłam w ten sposób że mam poważny problem, gdyż kiedy weszłam do Cropp'a (mojego ulubionego sklepu) i zobaczyłam wszędzie plakietki ,,SALE" nie chciałam już stamtąd wyjść. :3 Na szczęście nie wdałam się w totalny wir zakupów bo przyjechała po mnie moja mama. Ale chyba nie o tym tu mowa. A więc: moja siostra tego samego dnia kupiła sobie zestaw mini Lala Loopsy (czy jak to się tam pisze?) w którym były dwie laleczki. A ponieważ moja siostra, że tak powiem ,,wspiera" mnie w blogowaniu, dała mi je do zdjęć i oto efekty. Ale najpierw, muzyczka która dręczyła mnie przez całe wakacje. :P

Marta Podulka - "Nieodkryty Ląd"

Julka zgarnęła mniejszą laleczkę i sówkę. :3




A Ewel większą. Urocze zabaweczki. *U*




Zdjęcia nawet mi się podobają. A wam. Oprócz tego, Julka wreszcie doczekała się swoich własnych kolczyków:

...czyli przyklejonych niebieskich diamencików na uszach. Pasują do koloru jej chipów. ^w^

Na jutro już mam coś przygotowane, więc szykujcie się na następny spam. ;) 
Żegnam się zdjęcie Julci:

Ach te oczka. *U*

Merhaba!

Merhaba, czyli po prostu "cześć" po turecku. ;) Wreszcie wróciłam z wakacji i chyba można się domyślić skąd. (w sumie to wróciłam tydzień temu, ale nie mogłam się zabrać do obrabiania zdjęć). Po pięciu latach, odpuściliśmy sobie z rodziną długą i męczącą jazdę autem do Chorwacji i polecieliśmy samolotem do Turcji. Było świetnie, (pomijając sam lot) ale w takich upałach można się zmęczyć samym leniuchowaniem nad basenem. Zresztą nie wyobrażam sobie całych 2 tygodni zbijania bąków nad wodą i dlatego nie obyło się bez wycieczek. Były ze mną moje plastiki, ale na same wycieczki bałam się je zabierać ze sobą. Ogólnie, Turcja to piękny kraj, pełen podróbek każdej znanej firmy (dzięki czemu nie wróciłam z pustymi rękami :3), oraz pełnym kotów. :3 Jedyne co mnie tam denerwowało, to to, że nie możesz podejść bliżej do żadnego stoiska na targu, bo zaraz wyskakuje jakiś Turek i próbuje ci to sprzedać na siłę. ._. Ach... Dobra, ale teraz zapraszam was już do zdjęć. Narobiłam ich trochę, więc wrzucam jak leci: (radzę powiększyć zdjęcia)
Nie, to nie jest śnieg. To są tz. "wapienne tarasy" w Pamukkale. Źródełka z wapnia były cudowne, a z góry leciała woda, jak z wodospadu. :3
Wejście do jednego ze źródełek. 



Piękne wyżłobienia w wapniu. 

A tu już kilka zdjęć z hotelu:
W hotelu była cała masa kotów, ale ta kotka bardzo się wyróżniała! ^u^ Z tego co opowiadała jedna przewodniczka, wywnioskowałam że to kot rasy van, tyle że tej brakuje rudego ogonka. 

Co to za wakacje bez Harrego? ;)
Następny kot obok którego nie mogłam przejść obojętnie. Po pierwsze: ze względu na jego kolor siersci (^w^), a po drugie: dlatego że leżał na moim ręczniku...




Wycieczka do Efez, było mega gorąco, ok. 40 stopni. Mam mało zdjęć, ale zawsze coś. :)



W końcu Ewelina też doczekała się uwagi. A oto zdjątka z dachu hotelu:













Oczywiście plaża też musiała być. Ja nie pływałam ponieważ wolałam się zająć innymi sprawami, takimi jak ta:

Sorry, musiałam dodać to zdjęcie, bo nie ma to jak lekturka na ręczniku z Harrym. xd 






Kiedy indziej, byliśmy też na innej plaży, bardziej piaszczystej. >w<








Tego samego dnia byłam na rejsie. Kiwało mną na wszystkie strony, jednak musiałam cyknąć trochę zdjęć tym pięknym widokom. ;3






Było więcej zdjęć, ale wybrałam te najlepsze. Zresztą nawet nie wiecie ile musiałam się naszukać tych moich, konkretnych, ponieważ były połączone z naszymi rodzinnymi fotkami. ._. 
Między innymi z tego powodu nie chciało mi się ich ruszać. c:
Co do wiga Ewel... jak widać na wyjeździe miała wciąż swojego stockowego. Ten którego zamówiłam, miał przyjść do końca lipca, a już 9 sierpnia. ._.' Dzisiaj z tatą będziemy reklamować i chyba po prostu zamówię nowego. Ale i tak mi szkoda, bo ten był idealny (przynajmniej na zdjęciu)...
Jutro postaram się coś dodać... jak będzie mi się chciało... ;)

A więc żegnam się na razie, tak samo jak się przywitałam, czyli po turecku. 
Güle güle! (czyt. gule gule, czyli pa pa)