Witam! ♥
Jeszcze tylko tydzień i jadę wreszcie na wyczekiwane wakacje! :3 Zmobilizowałam się ostatnio: ubrałam Joy, złapałam za aparat i wyszłam na dwór. Pogoda była idealna, słoneczko bez przerwy świeciło, ale nie było zbyt gorąco. Lubię taką pogodę. Długo nie myśląc poszłam w stronę pobliskiego parku. Wiedziałam że nie będzie tam za dużo ludzi. Właściwie to prawie nikogo po drodze nie spotkałam, ledwie parę osób z psami i kilka dzieciaków.
Dawno nie byłam w takim prawdziwym plenerze, zazwyczaj robię zdjęcia w domu i pod blokiem. A Joy jest wręcz stworzona do takich wypadów. Nazywam ją czasami "lalką podróżną". Jest mniejsza niż Ewelina i bardziej stabilna przez to że ma hybrydę, nie ma gumowej szyi i jest usztywniona. Myślę też czy nie wziąć tylko jej na wyjazd...
Dobra, dosyć paplania, czas na zdjęcia.
Na początku spacerku, zupełnie przez przypadek, zauważyłam wąską dróżkę odchodzącą od drogi. Słońce prawie tam nie dosięgało przez baldachim z liści. Wyglądało to naprawdę magicznie. Trochę dalej rozpoczynały się gęste drzewa i chwasty. No i śmieci, nie zapominajmy o śmieciach. ;-;
W blasku słońca jej oczy hipnotyzują. ♥
Spotkałyśmy dużo ślimaków...
Na terenie parku znajduje się też dużo zamkniętych bunkrów (?) i nie wiadomo jakich punktów. Wszystkie zdobią grafitii.
Nie brakuje kwiatów.
I kanałów.
A oto proszę państwa prosektorium. W zeszłą wiosnę byłam na zdjęciach w parku z przyjaciółkami. Ciekawiło nas co jest w środku, więc moja przyjaciółka wzięła ode mnie aparat i zrobiła parę zdjęć przez ten otwór w zamurowanych drzwiach (ja się zkitrałam, dlatego ona je robiła). Mała retrospekcja z tego wydarzenia i jedziemy dalej. ;)
Kto chce całuska (od Joy, nie ode mnie)? ;P
Na koniec usiadłyśmy sobie na ławeczce aby odpocząć po drodze.
Piszcie co sądzicie o zdjęciach. ;)
Pozdrawiam.
Majorka.
